Witam,
pierwsze, co zrobiłam po przebudzeniu, to spojrzałam na tablicę korkową nad moim łóżkiem. Znajduje się na niej sporo zdjęć z zeszłego roku. Dokładnie z wakacji. O ile można to tak nazwac... bo będąc tam, wcale nie czułam się jak na wakacjach...
Ale po kolei.
Wraz z najlepszą przyjaciółką, chcialysny przeżyć jakąś przygodę. Korzystając z faktu, że nasza szkoła organizuje praktyki za granicą, postanowilyśmy gdzieś wyjechać. Niestety, nasz kierunek nie jest związany z hotelarstwem, dlatego do większości hoteli z jakimi szkoła miała kontrakt, nie przyjęło nas.
Jaka radość była, gdy powiedziano nam, że lecimy na Rodos. NA RODOS! Niesamowita. Do dziś to pamiętam, jakie byłyśmy zachwycone.
Jednak już od samego początku, miałyśmy pod górkę. Mianowicie, wylatywałyśmy z Warszawy. A to przecież na drugim końcu Polski! Probowałyśmy rozmawiać z panią, która nam to zalatwiła (nasza szkoła nie miała już na to wpływu, bo wylot i wszystko inne organizowane było przez biuro), jednak stwierdziła, że bilety z Warszawy są tańsze.
Lot był bez biletów. Trzeba tylko pokazać dowód lub paszport i już jesteś w samolocie.
Niesamowite było to, że w Grecji, na lotnisku było bardzo dużo zwierząt. Głównie psów. Spały sobie lub dawały się głaskać. Nie tylko turystom nie sprawiali kłopotu, również pracownicy byli zadowoleni z ich towarzystwa. W Polsce by to nie przeszlo....
Gdy dojechałyśmy do hotelu, kazali nam bardzo długo czekać na klucze do pokoju. Myślałyśmy, że nasz pokój będzie w miarę w porządku. Przynajmniej ja tak myślałam, że najpierw pójdę pod prysznic a potem na plażę. Niestety okazało się, że nasz pokój wygląda zupełnie inaczej niż się tego spodziewałam. Nie mówiąc o tym, że dzieliłyśmy go z innymi czterema dziewczynami, to jeszcze nie było okna! Tzn było, ale co z takiego okna, które nie daje światła i niewiadomo kiedy jest dzień a kiedy noc ? Oprócz tego były dwie łazienki, dwa gniazdka, grzyb na ścianie, a z klimatyzacji lała się woda. Super.
Starałam się szerokim łukiem omijać ten pokój i spędzałam tam tylko noce. Nie spodziewałam się, że ten pokój będzie miejscem do którego będę chciała wracać po pracy. Która w efekcie była bardzo męcząca. Nie przez to, że było dużo roboty, ale przez to, że grecy ( niektórzy oczywiście ) są bardzo leniwi, złośliwi i podli. Zwłaszcza starsi kelnerzy, którzy uważali, że to oni powinni nakrywać stół, a my wycierać i wywozić wózki do kuchni. Zwłaszcza jedna kelnerka, która pracowała w spa, klienta miała raz na parę godzin, ale przeniosła się na restaurację bo bolały ją ręce...krzyże....włosy, nie wiem sama, wszystko ją bolało i trzeba było pracować podwójnie. I zwłaszcza najbardziej chamski człowiek na świecie, czyli metr- kierownik restauracji. Nie będę się rozpisywać na ten temat za dużo, bo nie chce sobie tego wszystkiego przypominać ponownie. Wystarczy powiedzieć, że był draniem.
Mimo wszystko, pobyt w grecji wspominam bardzo dobrze. Nieprzyjemną atmosferę w pracy rekompensowała mi plaża, która była przepiękna. Mogłam godzinami wpatrywać się w fale i wyobrażać sobie, że topie wszystkich tych, którzy dali mi w kość.... Nie no żartuje, nie myślałam tak... szkoda by było zanieczyszczać środowisko.
Z perspektywy czasu, wszystkie sytuacje, które miałam okazję przeżyć, a które kiedyś wydawały mi się końcem świata - teraz są śmieszne. Polecam taka wyprawę wszystkim, można się wiele nauczyć, zdobyć nowe umiejętności, poznać inna, odmienna kulturę, wielu ludzi i przede wszystkim nabrać pewności siebie.
Zazdroszczę grekom, że mają plażę na wyciągnięcie ręki i nie muszą wyjeżdżać gdzieś daleko na wczasy.
Witam, Na tym blogu opisuję wszystko to, co przytrafiło mi się podczas pobytu w Grecji oraz wiele innych przygód :)
wtorek, 30 czerwca 2015
Praktyki na Rodos
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)